„Yuma” – czyli jak śmiesznie okradać Niemców

Od czasu „Wszystko co kocham” jestem platonicznie zakochana w Jakubie Gierszale. Niezależnie co robi i jak to robi na dużym ekranie (zazwyczaj robi to świetnie) jest dla mnie polskim Jamesem Deanem. To, że zagrał teraz w Yumie, filmie okrzyknietym przez złośliwców najgorszym filmem od czasu „Kac Wawy“ tego nie zmieni. Ale dzisiejszy blog nie będzie do końca o Kubie, ale o wspomnianym filmie „Yuma“ jako całości.

Twórca filmu - debiutant w roli reżysera Piotr Malaruk powiedział, że kapitalizm w Polsce powstawał w podobny sposób jak na Dzikim Zachodzie w Ameryce. Wszystkie chwyty były dozwolone. Taki też jest ten film. Dużo chaosu i brak zrozumiałej pointy.
Film nie dodaje niczego nowego do zrozumienia nas samych, natomiast utwierdza w widzach nasze najgorsze stereotypy. Rosjanin to gangster i morderca, Polak biedny, ale sprytny złodziej, a Niemiec to zwykły głupek. Na dodatek burmistrz miasteczka (czyli władza) zabawia się całe dnie z prostytutkami, a policja i celnicy są do cna skorumpowani.

Słowo „Yuma” w post PRL-owskim slangu oznaczało po prostu kradzież. Kradzież, którą dokonywali Polacy w Niemczech. Kradzież, która – jak wyjaśnia jeden z bohaterów filmu - odbywała się w odwecie za krzywdy wyrządzone nam przez Niemców (w czasie wojny oczywiście). Trzeba też zaznaczyć, że działo się to z przyzwoleniem rodziców, znajomych, a nawet policji. Wszyscy po prostu „yumali”.

W końcowych napisach filmu dowiadujemy się, że został on oparty na faktach. Jedyny fakt pokazany w filmie to ten, że „yumanie” zrodziło się z wielkiej biedy, po upadku PGR-ów na zachodzie Polski. Ludzie po 1989 roku z dnia na dzień zostawali tam bez pracy i środków do życia. Nasi bohaterowie, - grupa przyjaciół czyli Zyga (J. Gierszał ), Kula i Młot (świetne role K. Skoniecznego i J. Kamieńskiego !!!!) stają się pionierami „drobnych” kradzieży towarów w przygranicznych niemieckich sklepach.

Na początku kradną buty, ubrania, kosmetyki, potem nawet sprzęt AGD i RTV. To z tego czasu pochodzi dowcip opowiadany sobie podobno przez Niemców: „Jedź do Polski – twój samochód już tam jest”. Kradzieże na dużą skalę zwracają uwagę rosyjskiego gangstera (rewelacyjny Tomasz Kot), który sam przemyca z Hamburga alkohol cysternami do Polski. I generalnie nie lubi mieć na granicach konkurencji. Od tego momentu wszyscy zaczynają się bić ze wszystkimi, do czasu kiedy większość z naszych głównych bohaterów ginie zastrzelona w Niemczech, bądź też zostaje spalona po naszej stronie granicy.

Sądzę, że młodzi ludzie mogą niewiele z tego filmu zrozumieć (szept w kinie, jaki wczoraj uslyszałam: „Jak to - adidasów nie można było kupić?”). Dla mnie “Yuma” ma smak słodko-kwaśny. Zobaczyłam jak przez te lata zmieniła się Polska i przypomniałam sobie, ile mam już lat. Na koniec pozwolę sobie zabrać Was w małą sentymentalną podróż do czasów końca lat 80-tych i pokazać kilka rzeczy, które ja pamiętam z tamtego okresu. I kto mi powie, że to wszystko nie było piękne…?




Trwa ładowanie komentarzy...