„Jesteś Bogiem” - film o samotności w tłumie wielbicieli

UWAGA: MOI KOCHANI PONIŻSZY TEKST NIE JEST O MUZYCE, HIP HOPIE I O TYM, JAK TO BYŁO NAPRAWDĘ Z PAKTOFONIKĄ. JEST TYLKO I WYŁĄCZNIE !!! FELIETONEM O MOICH WRAŻENIACH PO OBEJRZENIU FILMU "JESTEŚ BOGIEM". I TYLKO TAK GO TRZEBA ROZUMIEĆ.

Zawsze miałam słabość do zagubionych chłopców. Do niepokornych osobowości. Może dlatego, zanim nawet obejrzałam film “Jesteś Bogiem”, wciąż miałam idealistyczną wizję, że gdybym mocno przytuliła Magika, dzisiaj pisalibyśmy piosenki, niczym Liber i Grzeszczak :)* Stało się inaczej, bo w tym czasie mieszkałam, studiowałam, kochałam i próbowałam stawiać pierwsze kroki zawodowe w Stanach. Zapomniałam też, że przytulało go wiele dziewczyn.



Przeczytaj: Natalia Lesz: Biorę odpowiedzialność za to, co napisałam. Was proszę o więcej luzu [wywiad]

Film „Jesteś Bogiem” zdobył na festiwalu w Gdyni niemal wszystkie główne nagrody, zarówno dla filmu, jak i dla aktorów. W ciągu pierwszego tygodnia osiągnął jeden z najlepszych wyników oglądalności filmu w Polsce w całej jego najnowszej historii. Fenomen. Bo film o zespole koncertującym niecałe 3 lata, o znanych stosunkowo wąskiej grupie osób muzykach, poruszył polską widownię.

Sam hip hop w filmie „Jesteś Bogiem” jest tylko pretekstem do opowiedzenia historii o młodych ludziach, których jedynym kompasem w życiu jest ich twórczość. Jest to historia drogi od niebytu do sławy, którą tak ciężko było wielu z nich unieść i zrozumieć.

To film o ludziach robiących duże pieniądze w branży show biznesu, nierzadko oszukując i kantując swoich artystów. Na ile ten obraz jest aktualny i dzisiaj? I wreszcie jest to film o wielkiej samotności artysty w świetle kamer i przy krzykach zachwytu publiczności. To film pokazujący swoistą schizofrenię pomiędzy byciem uwielbianą (i nienawidzoną) gwiazdą, a prozą normalnego życia z jaką, gdy gasną światła - musi mierzyć się artysta. Jak musi walczyć wrażliwy i pragnący jak powietrza miłości i uznania - przede wszystkim sam ze sobą, w świecie komercji, zazdrości, czy nierzadko zwykłego chamstwa. I może szczęściem dla Paktofoniki było to, że w końcu lat 90-tych nie było jeszcze internetu i wszechwładnych szefów niektórych rozgłośni radiowych, bo mogliby zostać wdeptani w ziemię już na początku swojej kariery.

Zespół Paktofonika powstał w 1998 roku i trwał jako zupełnie nowe zjawisko polskiego hip hopu do 2000 roku, a więc do samobójczej śmierci lidera tego zespołu – Piotra Łuszcza – Magika. Przez ten czas wydali jedną płytę – Kinematografia. Potem wydano mini płytę (3 utwory) „Jestem Bogiem” i „Archiwum kinematografii”. Pewnie do dziś byliby znani tylko wąskiej grupie fanów zespołu, gdyby nie młody scenarzysta Maciej Pisuk, który w 2008 roku wydał książkę „Paktofonika – Przewodnik Krytyki Politycznej”. Sama nie wiem, czy historia napisania, a potem szukania producentów i reżysera nie stanowi oddzielnego materiału na kolejny film? W końcu wybór Leszka Dawida jako reżysera (m.in. „Ki”) okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie jest to film o polskiej transformacji, jak uważają niektórzy, no bo trudno koniec lat 90-tych nazwać początkami kapitalizmu w Polsce. Nie jest to też film o hip hopie, pomimo, że przez cały niemal film słyszymy największe przeboje Paktofoniki.

Film jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o ogromnej pasji, samotności i tragedii artysty, 22-letniego Piotra Łuszcza - Magika. Wprowadzony nagle w świat uwielbienia i zachwytów pisze m.in przebój „Jestem Bogiem”.

„Jestem Bogiem - Uświadom to sobie sobie - Ty też jesteś Bogiem - Tylko wyobraź to sobie sobie”.

Czy to możliwe, aby Piotrek uwierzył w słowa własnej piosenki? Wszystko wskazuje na to, że tak. 18 grudnia 2000 roku wychodzi przecież długo oczekiwany pierwszy album zespołu pt.„Kinematografia”.

„Bo ja jestem Bogiem - Uświadom to sobie - Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie - O, rany, rany - Jestem niepokonany”.


I nagle rzeczywistość uderza w Piotra, jak rozpędzony pociąg. Idą święta, a on nie ma pieniędzy nawet na prezent dla swojego jedynego syna. I nikt nie chce mu pomóc. Uświadamia sobie, jak bardzo jest samotny, zarówno na scenie, jak i poza nią.

„Gniew boski jest nieobliczalny - Unoszę Cię - Bo z góry widok kapitalny - I idealny obraz, jak krajobraz tropikalny - Monstrualny krach - Rah nieprzewidywalny”.


W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2000 roku, osiem dni po premierze „Kinematografii” o 6.15 rano Magik rzuca się z 9-go pietra swojego domu. Umiera pół godziny później. W dwa lata od tej tragedii płyta zdobywa nagrodę Fryderyków za najlepszy album roku w kategorii hip hopu. Ironia. Na filmie płaczę jak bóbr.

Poruszająca historia samotności w „wielkim świecie” jest uniwersalna. Nie tylko dla nas - artystów, ale dla wszystkich wrażliwych ludzi, nawet tych, którzy nigdy nie słyszeli o hip hopie. Dla innych- Ha I Pe Ha O Pe na zawsze!

*Dla tych, których drażni porównanie, zamiast Grzeszczak i Libera wstaw:
A) Bolka i Lolka
B) Ginger Rogers i Freda Astaire
C) Dorotę Wellman i Marcina Prokopa




Chcesz być ze mną na bieżąco, odwiedź mojego Facebooka
Trwa ładowanie komentarzy...